Za żelazną kurtyną

//Za żelazną kurtyną

Za żelazną kurtyną

2019-03-21T10:39:45+00:0021 Marzec, 2019|

Mimo, że nie jestem już aktywnym kierowcą zawodowym to jednak pozwolę sobie pisać o nas – kierowcach jako „my”. Wprawdzie za fajerą zawodowo nie siedziałem już kilka lat ale w tym aspekcie, który chciałbym opisać zmienia się naprawdę niewiele a po rozmowach z kilkunastoma kierowcami umacniam się w tym właśnie przekonaniu. Samochody coraz to doskonalsze, drogi w całej Europie coraz to lepsze, strajków we Francji coraz więcej a stau’ów w Niemcowni z roku na rok przybywa; to jednak jedno pozostaje takie jak było. Psychika i mentalność Polskiego kierowcy. Kierowcy, który najczęściej pozostawia w domu, w Polsce swoją rodzinę, dzieci, współmałżonka, często już schorowanych rodziców, którzy nie do końca potrafią sobie ze wszystkim poradzić i funkcjonować w coraz to szybciej pędzącym świecie. Wiele osób, z tych, którzy nigdy nie mieli nic wspólnego z transportem odbiera to jako ucieczkę od przyziemnych problemów i zabawę.
„Jedziesz sobie w Europę, zwiedzasz, w weekendy balujesz na parkingach a oni muszą sobie ze wszystkim radzić sami i jeszcze marudzisz jak Ci ciężko?” – ileż razy już to słyszeliśmy czy czytaliśmy gdzieś na forach, w artykułach..
Zwiedzam betonowe autostrady otoczone dźwiękoszczelnymi ekranami lub krzewami a w weekend bardzo często padam na pysk po tygodniu ciężkich tras, tym bardziej zimowych czy po tym jak w ulewie, w nocy zmieniałem koło na drodze a metr ode mnie przejeżdżały czterdziestotonowe ciężarówki i „przelatywały” osobówki. Po tym jak męczyłem się z zapięciem ponad dwudziestu pasów na towarze, którego spiąć się nie dało, po tym jak nawigacja wprowadziła mnie w centrum miasteczka lub na bezdroża gdzie oczywiście nie mogłem spodziewać się pomocy ludzi dookoła a często spotykałem się tylko z pogardą, słowami, których może dobrze, że nie rozumiem czy pozdrowieniami wyrażanymi gestami jak pukanie się po czole lub wyprostowanym środkowym palcem. Po tym jak siedziałem cały dzień w kabinie czekając na kolejne miejsce załadunku i gdy w końcu zmęczony po południu postanowiłem się położyć oczywiście zadzwonił telefon i czekało mnie kolejne dziewięć godzin jazdy. Wyspać na zapas się nie da. Organizm niestety tak nie działa więc zmęczony jechałem. Rzeczywiście zabawa, zwiedzanie, balowanie…
Gdy ja jestem w trasie moje dziecko właśnie stawia pierwsze kroki, wypowiada pierwsze słowa, starsze właśnie dostaje pierwszą piątkę w szkole albo dostaje pierwszą uwagę. Moja żona (mój mąż) musi sobie radzić z tym sam/a. Ja dowiaduję się o tym przez telefon słysząc „tatusiu kiedy w końcu będziesz w domu?” Oczy w takim momencie zaczynają się pocić ale z uśmiechem na twarzy odpowiadam, że już niebawem, że za kilka dni. Chociaż wiem, że czekają mnie jeszcze dwa tygodnie tułaczki po europejskich drogach, parkingach, promach…
Często właśnie w trasie dowiadujemy się, że któryś z naszych rodziców naszych bliskich trafił do szpitala, że coś się stało. Jesteśmy wtedy ponad dwa tysiące kilometrów od domu. Niestety sztuki teleportacji jeszcze nie opanowaliśmy. Na aucie ładunek, który musimy zrzucić jutro, mięliśmy jechać dalej ale prosimy spedycję o drogę do domu. Na szczęście mamy wyrozumiałych spedytorów (nie zawsze tak jest), więc organizują nam ładunek w kierunku na dom. Jednak nie jest to tak, że jest on na już. Spedytorzy też muszą odmówić poprzedni już zorganizowany i znaleźć inny, który pozwoli nam dojechać do Polski. Często w takich momentach gdzieś naprzeciw wyjeżdża nam inny kierowca osobówką. W momencie gdy się spotykamy on przesiada się na naszą ciężarówkę, my do osobówki, którą przyjechał i jedziemy do domu. Zmęczeni, przerażeni ale z tylko jedną myślą aby jak najszybciej być na miejscu. Przyjmując, że na szczęście nie zasypiamy za kółkiem w końcu docieramy do domu czy szpitala. Wielokrotnie za późno…
Wielu z nas jeździ bo to kocha ale te osoby, które zostają w Polsce, w domach kochamy jeszcze bardziej lecz chcemy im zapewnić życie bez biedy, bez stania pod sejmem i domagania się kolejnych zasiłków czy pomocy. W naszym kraju, który tak kochamy niestety nie możemy liczyć na zarobki, które nam na to pozwolą. Są wśród nas też tacy, którzy nigdy nie lubili tej pracy lub tacy, którzy się po prostu wypalili i najchętniej by to wszystko rzucili ale perspektywa życia w biedzie i niemożność kupienia ciuchów, jedzenia czy wyprawki szkolnej dla dziecka przeraża nas równie mocno jak rozłąka z nimi.
Nie o tym jednak miał być ten tekst. O takich problemach i bolączkach tego zawodu powstało już wiele artykułów czy filmów. Jest jedna rzecz, która łączy większość kierowców zawodowych. Tych jeżdżących ciężarówkami czy tych, którzy w Europę wyjeżdżają busami i o tym chciałem napisać. O tym, że nasza psychika często tego nie wytrzymuje mimo, że o tym sami nie wiemy. Najgorsze jest to, że często sami to nieświadomie pogłębiamy, że zamiast wspierać się wzajemnie, jeszcze bardziej się „dobijamy”.

Piotr 28 lat – województwo pomorskie
„Zawsze gdy wyjeżdżam serce boli jak patrzę na moją żonę i dwuletnią córkę ale wiem, że dobrze robię. Muszę na nie zarobić. Muszę zarobić na większe mieszkanie czy mały domek bo chcemy mieć drugie dziecko ale gdzie? W tej chwili mieszkamy na 38 metrach kwadratowych. W Polsce nie zarobię takich pieniędzy w żaden sposób, chyba że kradnąc a nie chcę żeby odwiedzały mnie w więzieniu. Wolę robić coś co często nas poniża i męczy psychicznie ale jest legalne”
Tak swoją wypowiedź i rozmowę z nami zaczyna kierowca, który od trzech lat jeździ po Europie zestawem. Wcześniej przez pięć lat jeździł busem. Jednak bardziej niepokojąca jest dalsza część wypowiedzi.
„Najgorsze jest to, że wśród kierowców powstała jakaś dziwna moda, żeby cały czas pokazywać jacy to jesteśmy twardzi jak nie tęsknimy za domem bo przecież telefon, skype i cały ten internet daje nam możliwość łączenia i widzenia się codziennie. Niby tak jest ale czy to zastąpi rozmowę w cztery oczy, przytulenie się albo pocałowanie córeczki na dobranoc? Nigdy! Jeżeli przed innymi kierowcami okazujesz słabość, że jesteś gorszy bo Ty jednak mocno tęsknisz to jesteś wyśmiewany i uważany za żałosnego, więc na parkingu wśród innych wolę się nie wypowiadać a dopiero jak zostaję sam w kabinie, zasłonię firanki to wtedy dzwonię i rozmawiam z moimi dziewczynami”
Mówiąc to Piotr ma łzy w oczach. To właśnie w czasie rozmowy z nim firanki jakie mamy w aucie skojarzyły mi się z taką „żelazną kurtyną”, za którą jesteśmy dopiero w pełni sobą.

„Ja mam już swój wiek, dzieci odchowane, doczekałem się już wnuków. Tęsknię za nimi niesamowicie. Kiedyś jeżdżenie wyglądało inaczej. Rozmawialiśmy na parkingach o naszych rodzinach, pokazywaliśmy sobie zdjęcia rodzin ale nie tysiące w komputerze tylko po kilka sztuk, które woziło się w portfelu. Teraz jak pokazuje zdjęcie dzieci, wnuków czy mojej kochanej żony to słyszę od całej grupy, że starą będziesz miał jak wrócisz do domu a teraz chodź na piwo ale jeżeli jesteśmy na parkingu tylko w dwóch – trzech to już rozmowa wygląda inaczej. Nawet chłopaki młodsze od moich dzieci potrafią pokazać zdjęcia swoich rodzin, porozmawiać normalnie i spokojnie bez jakiegoś cwaniakowania.” – Roman 55 lat z okolic Wrocławia

O czym to świadczy? Dlaczego wstydzimy się okazać swoje uczucia i swoją tęsknotę za domem? Za rodziną? Za bliskimi? Dlaczego jak jesteśmy w grupie to uważamy, że jest to nie na miejscu?

Ja mam dopiero 21 lat i jeżdżę od roku. Nie mam żony, dzieci czy nawet dziewczyny. Dlatego właśnie zdecydowałem się wyjeżdżać. Jeżdżę busem, żeby sprawdzić, czy takie życie na pewno będzie dla mnie. Jeżeli się upewnię, że tak to zrobię prawo jazdy na większe auta i chciałbym chociaż dziesięć lat spędzić w transporcie bo lubię prowadzić a poza tym chciałbym odłożyć jakieś pieniądze. Jeżeli miałbym się odnieść do tematu to kiedyś zatrzymałem się na weekend na parkingu gdzie poza ciężarówkami stało prawie dwadzieścia busów. Poszedłem do chłopaków, usiedliśmy i zaczęliśmy rozmawiać o wszystkim i niczym. Wypiliśmy po piwku i zadzwonił mi telefon. Odebrałem. Powiedziałem tylko „cześć mamo” i poczułem na sobie wzrok kilkunastu osób, gdy rozmawiałem dalej i powiedziałem, że tak, wszystko w porządku, że jestem już na parkingu i raczej już do poniedziałku nigdzie nie pojadę więc mają się nie martwić a później zapytałem co u nich to usłyszałem salwy śmiechu. Byłem pewien, że międzyczasie chłopaki opowiadali sobie jakieś kawały czy coś w tym stylu. Po zakończeniu rozmowy jednak okazało się, że śmiali się ze mnie bo jestem „mamisynkiem”, bo jak mogę się mamusi tłumaczyć jak z kumplami siedzę i piwo piję, że traktuje mnie jakbym miał trzynaście lat a ja tak samo się zachowuję. Odpowiedziałem, że nie są moimi kumplami bo znam ich godzinę a rodzice są dla mnie najważniejsi i poszedłem do samochodu słysząc śmiech i drwiny lecące w moim kierunku. Do tej pory nie rozumiem co takiego powiedziałem. Rano, gdy się obudziłem pod samochodem miałem zrobiony śmietnik. Butelki, puszki, nawet worki ze śmieciami. Gdy to zbierałem to widziałem tylko dziwne śmiechy i spojrzenia moich wczorajszych „kompanów”. Czy to, że kocham moich bliskich i tęsknie za nimi jest jakąś ujmą? Czy to powoduje, że jestem miękką pi…ą jak mnie nazwano?”

Wypowiedź 22 letniego Łukasza mnie zatkała. Opowiadał dalej, że jeden z kierowców dopiero w poniedziałek rano podszedł do niego i przeprosił go bo i on zostawił u niego pod autem butelki. Na pytanie dlaczego teraz dopiero to powiedział odrzekł, że nie chciał być wyśmiany jak on przez resztę. Wtedy Łukasz się rozejrzał i zrozumiał, że z busów na parkingu stoi już tylko jego i owego „kolegi” rozmawiali jeszcze kilka godzin zanim dostali dyspozycje załadunku i była to już zupełnie inna rozmowa.
Te trzy przykłady tylko chciałem przedstawić bo za dużo ich jest, żeby wszystkie tutaj opisywać. Jednak wszystkie mówią o tym samym. O tym, że nie wiadomo dlaczego w grupie „nie należy” przyznawać się do tego, że kogoś kochamy, że za kimś tęsknimy i dopiero gdy wejdziemy do kabiny, gdy kurtyna w postaci firanki spadnie możemy porozmawiać szczerze i spokojnie żeby nie zostać zmierzeni pogardliwym spojrzeniem, czy w gorszym wypadku wyśmiani. Dlaczego nie możemy przy kimś porozmawiać ze swoją żoną, matką, dzieckiem, uronić łzy, powiedzieć, że kochamy i tęsknimy? Jesteśmy z dala od nich często dłużej niż dwa tygodnie. Tęsknimy. Nie bójmy się tego okazywać. Nie wstydźmy się.
Od stycznia 2019 roku działa radio skierowane przede wszystkim do kierowców zawodowych, którzy przebywają poza granicami kraju. Gdy na pierwszym spotkaniu chłopaki, którzy utworzyli to radio i którym ten pomysł się zrodził w głowie kilka lat temu opowiedzieli mi o nim, od razu zaświeciły mi się oczy bo właśnie czegoś takiego brakowało mi gdy jeździłem po Europie. Czegoś i kogoś kto przejmowałby się mną trochę bardziej niż spedytor tym czy ładunek dotrze na czas w wyznaczone miejsce ? Chociaż akurat spedytora miałem bardzo porządnego (pozdrawiam Marcin). My jednak pomijając sprawy drogowe i pogodowe, o których za naszym pośrednictwem informujecie się nawzajem chcemy przybliżyć Wam choć trochę dom, Polskę, rodzinę. Dużo pracy jeszcze przed nami i dużo rozmów z Wami abyśmy mogli być radiem, z którym będziecie mogli się utożsamiać. Radiem, do którego chętnie zadzwonicie, na antenie którego pozdrowicie swoją ukochaną, ukochanego itd. Cieszymy się, że wielu z Was już to robi.
„Słucham Waszego radia bo mąż mi pokazał jak przyjechał z trasy. Mówił, że i on słucha. Któregoś ranka zadzwonił do mnie tak po prostu. Zapytał co robimy, bez jakiegoś konkretnego pytania. Międzyczasie zapytał czy gdzieś się dzisiaj wybieram i czy słucham radia. Nie zwróciłam na te pytania uwagi. Dopiero po zakończeniu rozmowy gdy ktoś przez radio powiedział, że mój mąż który właśnie jest w Belgii pozdrawia mnie i naszych synków i dedykuje nam naszą piosenkę, do której mięliśmy pierwszy taniec na ślubie rozpłakałam się jak dziecko. Od tamtego czasu często pozdrawiamy się przez radio czy dedykujemy sobie piosenki. Jest to zupełnie inaczej niż rozmowa. W czasie rozmowy telefonicznej mam mu powiedzieć włącz sobie tą piosenkę i niech będzie ode mnie? ? Tak się nie da” – zaśmiała się Sylwia, która rzeczywiście często do nas pisze czy dzwoni. Cieszymy się z takiej wypowiedzi jak dzieci i może nie rozpłakaliśmy się jak Sylwia ale jednak bardzo niewiele brakowało (szczególnie niektórym – prawda nasz tajemniczy informatyku?) ?
Mimo doby cyfryzacji i możliwości połączenia głosowego a nawet obrazowego z bliskimi co daje nam dzisiejsza technologia chcielibyśmy być dla Was właśnie takim łącznikiem między Wami a Waszymi rodzinami. Chcielibyśmy aby Wasze opowieści były podobne jak ta Sylwii. Zawsze możecie do nas napisać na Messenger czy zadzwonić. Możecie powiedzieć sami na antenie co chcielibyście przekazać swoim najbliższym lub powiedzieć to nam a my to bardzo chętnie przekażemy. Jeżeli nie będziecie chcieli to nie musicie podawać swoich imion bo Wasza połówka, rodzic, dziecko będą wiedzieli, że to specjalnie dla nich gdy podacie jakiś szczegół lub zadedykujecie piosenkę, która towarzyszy Wam „od zawsze”. Nie wstydźmy się swoich uczuć! Nie chowajmy ich za „żelazną kurtyną”!
Radio Driver – Wasze Radio (to nie wzięło się z niczego ? )

dg

Dominik Gołąbka

2 months ago

RADIO DRIVER

😍This music was inspired by the amazing story, a true story, of a man – who, with his talent and hard work, reached the top of the top. Nevertheless he wanted... ... See MoreSee Less

View on Facebook

2 months ago

RADIO DRIVER

Od Gregora: A1 Hamburg w stronę Lübeck autostrada zablokowana wypadek z udziałem ciężarówki. Policja kieruje na zjazd. Dzięki Gregor!!! ... See MoreSee Less

View on Facebook

2 months ago

RADIO DRIVER

Dzisiaj bez premier league czy ekstraklasy ale za to emocje żużlowe,MŚ w koszykówce, ME w siatkówce.Zapraszamy o 20 na sport w RD! ... See MoreSee Less

View on Facebook

2 months ago

RADIO DRIVER

Była Beth no to musi być i On 🎸🎸🎸 ... See MoreSee Less

View on Facebook

2 months ago

RADIO DRIVER

Już niedługo na rynku pojawi się jej nowa płyta, a my dzisiaj posluchamy utworów z jej ostatniej płyty z 2016 roku 🎸🎸👍 ... See MoreSee Less

View on Facebook